JAKI LAJF TAKI STAJL

Stare aparaty i inne z duszą graty.

Lipiec 17, 2017

Mam słabość nie jedną z resztą. Ale sami przyznajcie, że stare na pozór niechciane przedmioty coś w sobie mają. Troszkę jestem zbieraczem, ale tylko odrobinę. Ale czy przejdziecie obojętnie na targu staroci obok jedynej w swoim rodzaju porcelanowej małej filiżanki za 5 zŁ? Ja nie potrafię. Kocham stare aparaty i inne z duszą graty.

To już ostatni raz.

Tak mówię sobie za każdym razem, wchodząc do sklepu ze starociami czy second heandów, które oferują zastawę, świeczniki i miliony dupsów, którymi mogę udekorować swój pokój a w przyszłości mieszkanie. Ale to do starych analogowych aparatów mam największą słabość. Mam kilka miejsc, w które regularnie chadzam w poszukiwaniu nowych perełek. I wiecie co?! Najczęściej coś na mnie czeka. Z kilka złotych potrafię znaleźć rzeczy, które przez długi czas cieszą moje oko.

Stare aparaty i inne z duszą graty.

Lubię stare rzeczy, są solidne, niejednokrotnie mają świetny design i po prostu mi się podobają. W swojej kolekcji mam stary PRL’owski fotel, który czeka na lepsze czasy albo dobrego tapicera, który da mu drugie życie. Mam też wiatraczek! Ale patrzcie jaki wiatraczek marki Eldom pamięta moją babcię, a nie raz tego lata uratował mi życie! Jest niezastąpiony w upały.

Analoglove czyli cyknij fotkę jak w podstawówce.

Jadąc na zieloną szkołę, dostałam aparat z nowiutką kliszą i nie było to nic nadzwyczajnego. Tej zimy poprosiłam obcą osobę w kanjpie, aby zrobiła mi i znajomym zdjęcie, dziewczyna na oko 18 lat nie miała pojęcia, jak ma zrobić zdjęcie, i czy aby na pewno jak naciśnie, na guziczek to ono się zrobi. Wiele osób jest mile zdziwionych, kiedy mówię, że robię zdjęcia aparatem na kliszę. Bardzo lubię analogi, bo zawsze jest pretekst, aby te zdjęcia wywołać. Chyba że okazuje się, że spust migawki jest zepsuty i czarno-biała 36 klatkowa klisza poszła się paść i ani jedno zdjęcie nie wyszło. Bywa, uroki starych aparatów. Mam ich sześć, najnowszy to Polaroid 1000. Moje marzenie z dzieciństwa się spełniło. Mam go. Co tam, że papier drogi, jest mój i już.

O, a to ten z zepsutym spustem migawki radziecki LOMO, który zjadł cały czarnobiały film. Ale i tak się lubimy.

Jest też Pentax, robi śliczne ciepłe zdjęcia z lekkim ziarnem, ma zepsutą lampę, wiec nadaje się tylko na wycieczki w dzień. Posiadam gdzieś (nie potrafię powiedzieć, gdzie się schowały albo to znak, że czas na porządki w szpargałach) niezawodnego Zenita i Konice POP. Zenit to duży ciężki aparat i początkowo zdjęcia nie wychodziły, ponieważ ma obiektów, który trzeba wyczuć i ogarnąć, aby zdjęcia były ostre. Konica POP to czerwony nieco nowszy aparacik robiący zdjęcia podobne do LOMO.

?

 

Może Ci się również spodobać

Brak Komentarzy

Zostaw odpowiedź